No i, ten tego, znowu się zaczyna. Słoneczko nasze kochane się rozbrykało, termometry szaleją, a my musimy jakoś sobie radzić. Tak, wiem, cieplej bywało, ale i tak nie jest miło. Co w takim razie?…
Rozwiązania oczywiste – tak pro forma
Również pro forma, uporządkowałem według skuteczności (i w sumie także według kosztów zakupu i zastosowania).
Na pewno sprawdzi się klimatyzator, jeśli się go posiada i chce sporo dołożyć do rachunku za prąd. Osobiście niespecjalnie lubię, bo klima ma to do siebie, że na jakieś 98% się przesadzi i później łazi człowiek usmarkany po pięty.
Następny w kolejności jest cyrkulator – niby wentylator, ale jakby bardziej. Producenci zapewniają, że jest tak zaprojektowany, żeby wymuszać obieg powietrza w całym pomieszczeniu. Nie korzystałem, więc się nie wypowiem. Wiem natomiast z innych sytuacji, że „opis produktu” to nie do końca „opis RZECZYWISTEGO działania produktu”. Jako rozwiązanie znane wyłącznie z opisów, traktuję jako potencjalną możliwość do sprawdzenia.
Na koniec – „wentylator jaki jest, każdy widzi”, że tak mało dowcipnie napiszę. Niby działa, niby „chłodzi”, no ale kurde jakoś tak nie do końca. Przynajmniej coś się dzieje, no.
„Jeśli coś wygląda głupio, ale działa – to nie jest głupie”
Tak zwana Pierwsza Zasada Inżynierii. Niby tak pół żartem, pół serio, ale „większe pół” serio. Sprawdza się praktycznie w każdej dziedzinie życia, kiedy człowiek chce sobie ułatwić to i owo. I kiedy nie kieruje się ślepo nazwą danej rzeczy. Wieki temu pisałem o opasce do biegania, aktualnie warunki się nieco pozmieniały i tekst ciut nieaktualny, aczkolwiek sam mechanizm pozostał: jak na pudełku coś napisali, to jest święte. Użycie do celów innych niż wymienione przez producenta?… Proooszęęęę…
Tak nawiasem mówiąc, ten tekst (jak wiele innych w moim wykonaniu) powstaje na gamingowym laptopie z podpiętą gamingową klawiaturą i gamingową myszą, a żeby się fajnie pisało, w tle grzmi ciężki metalowy cover. Oczywiście w gamingowych słuchawkach, żeby się otoczeniu nie narzucać i nie molestować dźwiękami. Wszystko kurna gamingowe, a używam do pisania tekstów, czasem grafiki, a czasem, o zgrozo, do programowania, że o oglądaniu filmów nie wspomnę. Jak tak można, no… (tak, to miał być żart, oczywiście wyszło jak zwykle, czyli słabo)
Jak już tak posmęciłem, to czas na dwa lifehacki na upał, które stosuję i polecam. Oczywiście, są to rzeczy użyte niezgodnie z przeznaczeniem, ale za to skutecznie.
Po pierwsze – nawilżyć
Rozwiązanie pozorne i chwilowe, ale stosuję od lat i działa. Nawet kiedyś już smuciłem o tym. Mały spryskiwacz ogrodniczy robi świetną robotę, dwa-trzy psiki na szybko i można dalej funkcjonować. Żeby było zabawniej, niejaka Dwupalma Chaosu też stosuje. Znaczy, bardzo stanowczo (jak to ona) daje do zrozumienia, że sobie życzy być psiknięta. A psiknięta jest zadowolona.
Po drugie i ważniejsze – izolować
Ten patent sprawdziłem dopiero niedawno, bo podczas szczytu upałów kilka tygodni temu. Kupuje się w aptece koc termiczny i mocuje na oknie. Srebrną stroną na zewnątrz. Tak, żeby najpierw był koc, a później szyba. To bardzo fajnie działa na dwa sposoby: po pierwsze, odbija większość promieni jeszcze przed szybą. Po drugie, działa jak roleta i słoneczko nie napierdziela po oczach. Subiektywnie oceniam, że temperatura w pokoju leci w dół o kilka stopni, co przy prawie czterdziestu w cieniu robi konkretną różnicę. Szczerze polecam.
Co dalej z tym weekendem?
Jak już się pobawiłem w Wujka Dobrą Radę, to czas na kolejne sprawy. Kolejną „łyżeczkę” zakalca, zwanego dumnie „listą rzeczy do zrobienia”. Kilka spraw czeka, przede wszystkim beta-test jeszcze niewydanej gry, do którego zabieram się już chyba trzeci tydzień, a sprawy bieżące jakoś tak się składają, że ni uja nie idzie zasiąść na dłużej niż 10 minut. Co poza tym, czas pokaże.