Wszyscy się jarają osobami takimi czy innymi, chwilowa (mam nadzieję) moda nastała. Określeniami neutralnymi płciowo, tak jak wsześniej feminatywami, rzygam dalej niż widzę. A wzrok jeszcze dopisuje. Czyli, krótko mówiąc, mam tego ścierwa po kokardę. I wbrew modom i trendom napiszę coś o własnej, autorskiej ksywce, ewidenentnie i z definicji rodzaju żeńskiego.

W ramach opisywanej, łohoohooo, panie, ile to już lat temu, „codziennej łyżeczki” – kolejne wypociny, szumnie zwane wpisem na blogu. Bo jakoś tak odbiło na robienie „czegoś swojego” i wrzucanie tego w internety, ku uciesze i być może zadumie odwiedzających. A jak już odbiło i trzyma, to działam sobie powolutku.

Lubię słowa, bo słowa są fajne. Można z nimi robić różne fajne rzeczy. Można na przykład przekręcać tak „do śmichu”. Można nadawać im nowe, niespodziewane znaczenia. Można tworzyć nowe, ale tu ostrożnie – na przykład wspomniane wcześniej feminatywy i określenia neutralne płciowo to pole minowe. Można też tworzyć różne ciekawie brzmiące zbitki, co od czasu do czasu robię i nawet ma to sens. Przynajmniej dla mnie, a zdanie reszty świata to już inna historia.

Zabawy słowami są fajne, od zawsze lubiłem niejednoznaczne wypowiedzi i określenia. Literówki. Lapsusy językowe. Masa tego, choć ostatnio pewne trendy przestają bawić, a zaczynają przerażać. Kiedyś, dawno, produkowałem się o „autopsji”, a od długiego czasu mam na celowniku dwa inne, mocno drażniące tematy. Będzie i o tym, jak się zbiorę i napiszę. A ten dzień nadciąga.

Dziś nieco posmęcę o tworzeniu własnych określeń i zbitek, takich poniekąd dla wtajemniczonych. O paru okazach tego gatunku pisałem …naście lat temu, określenia w sumie aktualne do dziś. I nadal bawią, jak sobie przypomnę. No może nie do końca bawią, ale na pewno pozwalają nieco „odbić” i spojrzeć na sytuację z przymrużeniem oka. A to może niewielki, ale plus.

Dwupalma Chaosu – co to, kto to, skąd to?

Brzmi jak hasło w bestiariuszu, prawda? Cóż, nawet by pasowało. A nawet – nieźle pasowało. Tyle, że w danym przypadku znaczenie nazwy jest „nieco” inne.

Dwupalma Chaosu to osoba, a raczej osóbka. Ma dwa nieco ponad lata i jest niesamowita w każdym aspekcie funkcjonowania, z paroma wyjątkami. Co prawda na szczęście jeszcze nie mówi, ale za to ma pokaźną listę wydawanych dźwięków. Różnych. Ciężkich do opisania. Nagrań nie będzie, bo nie da się jej nagrać. Co się dzieje, jak zobaczy telefon w ręku? No właśnie… Ze zdjęciami jeszcze ciekawiej, ale tylko trochę. W sumie trochę szkoda, bo jest czego posłuchać, no, ale trudno. Dodam jeszcze, że te dźwięki rozbrzmiewają niespodziewanie i w dość losowych momentach.

Dwupalma Chaosu nie chodzi, ona jest jak Forrest Gump: zawsze jak gdzieś idzie, to biegnie. Losowo. Wyrasta pod nogami, albo co gorsza pół kroku za tyłkiem, z reguły w momencie, kiedy chce się człowiek ruszyć. Oczywiście nie zawsze, a tylko w momentach, kiedy właśnie się nie patrzy. Żeby było ciekawiej. Im bardziej się rozglądam, tym bardziej nie ma jej w okolicy. Ale wystarczy zrobić krok w tył bez oglądania się, żeby był kłopot.

Dwupalma Chaosu lubi się bawić i potrafi sama się sobą zająć, no i fajnie. Ale nie byłaby sobą, gdyby nie pokombinowała. Najlepsze zabawki to rzeczy nie do zabawy. Laptop, pad, telefon, pilot – norma. Pamiętam migotanie przedsionków, jak dorwała zewnętrzny dysk i z niego „dzwoniła’. A sporo na tym dysku mam różnych rzeczy, takie archiwum spraw ciekawych z ostatnich kilkunastu lat. Na szczęście jest na tyle grzeczna i współpracująca, że oddaje „zabawki” bez rzucania nimi. To samo dotyczy zapalniczek, sztućców, biżuterii… Ogólna zasada jest prosta: im bardziej nie wolno, tym lepsza i bardziej pożądana zabawka.

Dwupalma Chaosu ma charakterek i jest bardzo ekspresyjna. Nigdy nie wiadomo, w jakim nastroju sią obudzi ani jaki będzie miała za moment. To działa losowo i z dużym rozrzutem. Może po prostu zatrzymać się w biegu, usiąść (oczywiście w miejscu, w którym najbardziej blokuje ruch po mieszkaniu) i zacząć się bawić czymkolwiek, najlepiej zabronionym – ale może też przyjść z płaczem i ładować się na kolana, a uspokoić się raczej nie da. Bo akurat taki ma humorek. A jak już przy pakowaniu się na kolana jesteśmy, to lubi gry. Bezbłędnie wyłapuje najcięższe zadymy i właśnie wtedy manifestuje obecność w sposób niemożliwy do „przeoczenia”. Ileż przegranych walk, ileż zawalonych misji, to tylko ja wiem. Ogólnie wie bardzo dobrze, czego w danym momencie sobie życzy, i potrafi to przekazać bez nieporozumień.

Dwupalma Chaosu ma fryzurę, a raczej – Fryzurę. Jako że od urodzenia nie była obcinana, ma dość długie włosy i coś trzeba z nimi zrobić. No i się próbuje robić, co w jej przypadku bywa sporym problemem. Unieruchomienie na czas uporządkowania bałaganu na głowie to spory wycznyn, więc robi się co można. Czyli czesze ile się zdąży, a później łapie najbardziej przeszkadzające włosy i spina gumkami. Dwoma. Wychodzą z tego „palemki” w (jakżeby inaczej) losowych miejscach, co daje niepowtarzalne efekty stylistyczne Jak wyżej wspominałem, udokumentować się tego nie da, a szkoda, bo jest na co popatrzeć.

Wiadomo już, dlaczego Dwupalma i skąd Chaos w nazwie. Pozostaje jedno proste pytanie: skąd się to wzięło? Ot, po prostu ulęgło się między uszami jakoś tak w międzyczasie. A inspiracją był mistrzowski „dwukocian sody”. I na koniec mikry konkurs bez nagród: kto to wymyślił i gdzie się pojawiło?

Dość na teraz, bo realne życie i sprawy do zawalenia czekają, a nieco się uzbierało. Do miłego.