Taka sytuacja, że Pan Kurier porządził, a ja – cóż, miałem niejakie atrakcje i nerwówkę. Tak sobie ponarzekam, bo na swoim blogu chyba mogę? Ciekawostka: bez bluzgów, czym sam jestem zaskoczony. A lekko nie było, zapewniam.
Czytaj dalejPiękna autoreklama, prawda? A to tylko dosłowny cytat z piosenki „Marzenie mam”, z disneyowskich „Zaplątanych”. Z piosenki dla dzieci, z filmu dla dzieci. Ostatnio przymusowo jestem w temacie (piosenek dla dzieci, ma się rozumieć), przesłuchałem tego sporo i pewnie jeszcze wiele przede mną. No to zaczynamy…
Czytaj dalejDlaczego Kawopij? Nietrudno się domyślić. Skąd smok? Rzecz do wyjaśnienia w kilku słowach. Ale sama fabuła i dziwne rozważania przy okazji – no, to już dłuższy temat, na jakieś pięć minut czytania. Masz tyle czasu do zmarnowania? To zapraszam do lektury.
Czytaj dalejWszyscy się jarają osobami takimi czy innymi, chwilowa (mam nadzieję) moda nastała. Określeniami neutralnymi płciowo, tak jak wsześniej feminatywami, rzygam dalej niż widzę. A wzrok jeszcze dopisuje. Czyli, krótko mówiąc, mam tego ścierwa po kokardę. I wbrew modom i trendom napiszę coś o własnej, autorskiej ksywce, ewidenentnie i z definicji rodzaju żeńskiego.
Czytaj dalejZa dużo tej Polo Cockty w organiźmie, czy jak? Odrdzewia całkiem skutecznie. Co prawda lepiej się nadaje Coca-Cola, ale jakoś nie gustuję. Dziś, w ramach tak zwanego święta i rozruchu po (stanowczo zbyt długiej) przerwie, luźne wynurzenia o pomysłach, planach, projektach i innych takich, plus przypomnienie kilku dawniejszych tekstów. Będzie kulturalnie, bo limit bluzgów na dziś wyczerpany.
Czy mnie wyniósł pod niebo, czy rzucił na dno
Jaki był ten rok, czy coś zmienił, czy nie
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe
Taka parafraza ballady Turbo – „Jaki był ten dzień” nasuwa się co rok, od wielu lat. A w ramach powrotu do blogo… no dobra, bez wielkich słów… nękania tymi moimi wypocinami pechowców, którzy tu zabłądzą – coś posmęcę o tym kończącym się za kilka godzin 2025 roku. No.
Święta, święta i po świętach. W końcu. Przetrwałem. Nieco się nazbierało wrażeń i oczywiście nie byłbym sobą, gdybym się nimi nie podzielił w ten czy inny sposób. Padło na bloga. Uprzedzam, że raczej nie będzie cenzuralnie, bo i wrażenia z gatunku pozytywnych inaczej…
Będzie o grze, bo podeszła i to niesamowicie. Będzie prosto, prawdziwie i z pasją. Będzie też dosadnie, bo piszę doprowadzony do pasji. Jeśli więc rażą Cię „przecinki”, po prostu nie czytaj dalej.
Każdemu się czasem uleje, dziś moja kolej. Będzie o gównoburzach i „dawcach contentu”, a na koniec trochę arytmetyki.
Kiedy można uznać projekt za kompletny? Jak to ocenić? Czego się wystrzegać? Kilka ogólnych zasad i nieco filozoficznych spostrzeżeń – i parę przykładów: co, jak, dlaczego. Bez bibliografii, bez odniesień do autorytetów – wyłącznie doświadczenie i własne przemyślenia. No dobrze, jest jeden krótki cytat.