Piękna autoreklama, prawda? A to tylko dosłowny cytat z piosenki „Marzenie mam”, z disneyowskich „Zaplątanych”. Z piosenki dla dzieci, z filmu dla dzieci. Ostatnio przymusowo jestem w temacie (piosenek dla dzieci, ma się rozumieć), przesłuchałem tego sporo i pewnie jeszcze wiele przede mną. No to zaczynamy…
Tak w ogóle to o dźwiękach już było
I to nie raz, a chyba cztery. A przynajmniej tyle naliczyłem i zaraz się pochwalę, a co. Po raz pierwszy poruszyłem temat, plując jadem na gwiazdy szołbyznesu, co to robią hiciory (tworzeniem tego jakoś nie jestem w stanie nazwać, nie poradzę) i później słyszy się toto wszędzie. No i powstał szyderczy poradnik robienia hiciorów.
Podejście drugie – co dziwne, cztery dni później. Sypnęło wiadomościami i komentarzami, aż miło było poskładać i dopisać od siebie. Tu już było rzeczowo i konkretnie, różne osoby się wypowiadały i wskazały różne aspekty sytuacji. Sporo lat temu to było, jakoś na początku działania bloga.
Minęło około roku, wrócił temat produkcji dźwiękowych. Oczywiście znienacka i oczywiście od czapy, takie impulsywne działanie. Jak się tak po prostu wpada w środek koncertu, i to TAKIEGO – nie ma rady, trzeba coś z tym zrobić. No to się podzieliłem z czytelnikami, a teraz przypominam.
Następne podejście plus minus dwa lata później, tym razem sąsiad „zainspirował”. Puścił takie dźwięki, że poszukałem czegoś „swojego” dla przeciwwagi. A zirytował na tyle, że powstał wpis o coverach, z trzema polecajkami. Trzy kanały na YouTube, które odwiedzam do dziś. A minęło 11 lat.
Czas płynie, realia się zmieniają
Czyli: skończyły się żarty, zaczęły schody. Pojawiła się i rośnie Dwupalma Chaosu – no i trza jej jakąś playlistę zmontować, bo jak nic nie leci, to się z miejsca robi bardzo głośno. Jako osoba poniekąd odpowiedzialna, pomagam ile jestem w stanie. A jako osoba rzygająca „śpiewającymi brzdącami”, poszukałem i poeskperymentowałem conieco. Efekty? Na pewno coraz dłuższa lista na wydzielonym odtwarzaczu i w związku z tym mniej brzdąców, a więcej innych piosenek.
Metodą prób i błędów dorobiłem się pewnej listy rzeczy, które Młodej odpowiadają, a mi nie dowalają kolejnych traum. Z typowo dziecięcych – na pewno wczesne piosenki Natalii Kukulskiej. I niech się dowolnie od nich odcina, na przykład „Puszek okruszek” robi robotę. Na pewno Fasolki. W kolejce czekają dwa duety: Monika i Kulfon oraz Miś i Margolcia. Fajnie się sprawdzają czołówki starych dobranocek. Tu wymiata Disney, choćby „Kacze opowieści” czy „Gumisie”. Z innego podwórka – „Smerfy”. Jak się pobawiłem w archeologa, tak dobił „Piaskowy dziadek”. Z „Misiem Uszatkiem” sprawa w toku, znaczy testuję reakcje. Przypomniał się „Piątek z Pankracym”, to wpadły „Cztery łapy”. „Pszczółka Maja” też całkiem spoko, a jak już przy tym jesteśmy, to pojawia się temat anime. No nie czarujmy się, to jest anime. I tu kłania się „Pani Łyżeczka”, bardzo fajne intro. I „Przygody Sindbada żeglarza”. W sumie „Muminki” też tu pasują – i kreska w wiadomym stylu, i dźwięki miłe dla ucha.
Co ciekawe, jest całkiem sporo utworów pop z lat ’70, ’80 i ’90, które Mała wyraźnie akceptuje. Czyli jak się właduje na kolana i lecą, to siedzi w miarę spokojnie i nie zawłaszcza klawiatury ani myszy. Tu nie będzie konkretnych tytułów ani nawet wykonawców, bo długa ta lista i ciągle coś dochodzi. Od okazji do okazji, po kilka piosenek do odsłuchu i obejrzenia co posiedzenie, jakoś się to kula. Mam pewne podstawy do ostrożnego optymizmu.
No właśnie. Obejrzenia. Tu mam niejako pod górkę, bo żeby Mała się nie nudziła (często przed zaśnięciem sterczy w łóżeczku i słucha, ale też ogląda), musi być teledysk. Niekoniecznie oryginalny, ale jak dźwięczy, to do kompletu coś się musi ruszać. Inaczej dziecko jest niezadowolone, a to może zaboleć. Najpierw zabolą uszy, później głowa.
Niech mi to ktoś odklei, proszę
Te wszystkie piosenki fajne są, ale ileż można. Jak się na przykład takie „aramsamsam” czy inne „jadą misie” przykleją, to się robi… Cóż, dziwnie. Albo „już jedzie na sygnale ijo-ijo karetka pogotowia ijo-ijo”. Łażę później po zakładzie i śpiewam pod nosem. Koledzy rozumieją, jeden ma dziecko nieco starsze niż Młoda. Reszta traktuje całą sprawę jak żart, i chałwa im za to. Czy tam chwała, co który lubi.
Ze mną nie jest tak różowo – słyszałem te produkcje tyle razy, że teksty wryły się w pamięć. A nie są to teksty ani mądre, ani głębokie. Taka na przykład „bananowa krowa” albo „mopsik klopsik” czy „pchła pchłę pchła do wody”- jest moc. Lista zwierząt, co to na zegar właziły – niezły wykwit. No i kogut. Próbował biedak piać, a szczekał, miauczał, chrumkał i co tam jeszcze. Po odpowiedniej dawce takich „dzieł” to już nic tylko terapia.
Mało tego, mózg się próbuje bronić. I tu mam niezłą jazdę, bo kiedyś wypracowałem sobie metodę walki z osobistymi demonami. Tu się znalazło zastosowanie – przerabiam te teksty, które mnie szczególnie irytują. Najczęściej są to rzeczy mocno obleśne i niecenzuralne, więc o nich sza. Kiedyś coś z tego repertuaru się wypsnęło przy Młodej i moment później zaliczyłem srogi opierdol. I słusznie, bo dzieciaki upiornie szybko podłapują bluzgi. Z takich bardziej do zacytowania to będzie „krecik krecik poryty ma berecik” (w oryginale berecik był zielony). No i urocza zbitka, brzdące się zmiksowały z Jaremą Stępowskim i wyszło „pomocy, ratunku, potrzebne pogotowie, typ leży na chodniku i ma dwie dziury w głowie”. Tak, to też śpiewałem przy pracy. Nie, to nie jest normalne.
Nie tylko ja mam ten problem
Piosenki dla dzieci bywają różne. A nawet bardzo. Do tego stopnia, że niejaki Jacek Tomkowicz w swoim cyklu „Piosenki, które ryją banię” poświęcił im odcinek. Lubisz mieć rytą banię? To zapraszam serdecznie. Tu nadmienię tylko, że Jacek jakoś w trakcie ostrzega: po tym odcinku przeprosicie się z „Baby shark”. I ma skubany rację… O, jest i krecik w bereciku… Właśnie z rozpędu obejrzałem, polecam też lekturę komentarzy. Niezła lista bonusów.
Morał? Podsumowanie? Litości…
Tu nie ma wniosków, tu jest misja: dziecko ma być zadowolone. Moje traumy i porysowana psychika to mój problem, dam radę. Jak zawsze dotąd. A jest nadzieja, że sytuacja będzie ewoluować w stronę normalności, bo jak wyżej pisałem – Mała poznaje i zaczyna lubić inne rzeczy.
Będzie dobrze. Musi.