Za dużo tej Polo Cockty w organiźmie, czy jak? Odrdzewia całkiem skutecznie. Co prawda lepiej się nadaje Coca-Cola, ale jakoś nie gustuję. Dziś, w ramach tak zwanego święta i rozruchu po (stanowczo zbyt długiej) przerwie, luźne wynurzenia o pomysłach, planach, projektach i innych takich, plus przypomnienie kilku dawniejszych tekstów. Będzie kulturalnie, bo limit bluzgów na dziś wyczerpany.

Czasami człowiek musi, inaczej się udusi

Tak jakoś wyszło, że znów zaczynam robić swoje rzeczy, wena dopisuje, a nawet nieco szaleje. Różne rzeczy. Pojawiło się kilka wpisów, zaczynają wlatywać memy, a między uszami kotłują się twory i stwory (a czasem nawet potwory) dziwne, zwane dalej pomysłami. Różne są one, z różnych dziedzin i na różnym poziomie.

Przede wszystkim teksty, lista rzeczy do obsmarowania coraz dłuższa. Znaczy, niefajnych spraw, które jakoś trzeba z siebie wywalić. Najlepiej szyderczo. Jest lista rzeczy fajnych – do opisania „na plus”, bo jak można coś pozytywnego polecić czy podpowiedzieć, to czemu nie? Niestety, więcej mam do obsmarowania niż do pochwalenia, ale kto powiedział, że będzie łatwo?

Memy. Znowu się plączą po baniaku i pchają w pole widzenia. Różne bywają, a wiem z doświadczenia zwanego autopsją, że dopóki takiego cosia nie popełnię i nie wrzucę w internety, to będzie się pałętać po głowie i irytować, że pozostaje na etapie pomysłu, zamiast krążyć po sieci. Oczywiście najlepiej ukradzione, z zamazanym watermarkiem i wielką dramą w stylu „przecież WSZYSCY tak robią, o co ci chodzi?”, gdy takiemu złodziejowi zwrócę uwagę.

Siódme – nie kradnij

No właśnie, złodzieje cudzej pracy. Praktycznie od początku blogowania mam z nimi cyrk. Pierwszy raz się mocno zirytowałem i coś tam napisałem na temat jakoś w początkach „działalności”, 12 lat temu. Drugi tekst – jakieś 2 lata później, rzecz dotyczyła tekstów i ich „cytowania”. Kolejna sprawa – z nieco innej dziedziny, ale złodziejstwo to złodziejstwo. To był moment, w którym się dowiedziałem, jak można ukraść darmową grę i na niej zarobić. A finałem była sytuacja, w której po raz nie wiadomo już który stanąłem po stronie okradanych twórców i wyszedł z tego granat w szambie. Po tym wpisie zająłem się innymi sprawami i wyszła stanowczo zbyt długa przerwa w działaniu. A, jeszcze jedna rzecz się przypomniała: historia pewnego dowcipu, który wymyśliłem samodzielnie i nawet kilka osób zapewne rozbawił. A na pewno co najmniej jedna z tych osób go ukradła i wrzuciła jako swój.

Lista różności do zrobienia

Inne rzeczy – tu już nie ma ograniczeń. Nazwijmy je projektami. Obstawiam, że wrócę do dłubania w kodach i powoli, systematycznie, coś tam narzeźbię. I nawet zadziała. Kiedyś. Ta sama sytuacja, co z tekstami i memami: siedzi z tyłu głowy i domaga się uwagi. Niefajne jest to, że pomysły tej kategorii wymagają tej uwagi znacznie więcej, a do tego zżerają masę czasu i nerwów. Dodatkową „atrakcją” jest konieczność uznania projektu za kompletny, co nie jest ani miłe, ani łatwe. Co to właściwie będzie i kiedy zaistnieje, tego nie wiem ani nawet się nie zastanawiam. Bo wiem, że po prostu nadejdzie TEN moment i zacznę. Tak po prostu.

To nie tak miało być

Wpis miał być o czymś zupełnie innym, ale jakoś tak „się zdryfowało”. Zaplanowany tekst powstanie prędzej niż później, to na pewno. Plusem sytuacji jest to, że pisałem zgodnie z „regułą trzech P”. Drugi pozytyw – wreszcie zacząłem linkować wcześniejsze wpisy, gdy wracam do tematu lub pisałem o czymś podobnym. Wydaje się to sensowne, przynajmniej na teraz. Co dalej, to się zobaczy.

I tym optymistycznym akcentem…

…kończę na teraz. Czas na inne aktywności, być może niezbyt kreatywne i twórcze, ale potrzebne. A nawet, można rzec – niezbędne.