Czy mnie wyniósł pod niebo, czy rzucił na dno
Jaki był ten rok, czy coś zmienił, czy nie
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe
Taka parafraza ballady Turbo – „Jaki był ten dzień” nasuwa się co rok, od wielu lat. A w ramach powrotu do blogo… no dobra, bez wielkich słów… nękania tymi moimi wypocinami pechowców, którzy tu zabłądzą – coś posmęcę o tym kończącym się za kilka godzin 2025 roku. No.
Jak to drzewiej bywało?
Już 11 lat temu (ale ten czas zapieprza…), w okolicach końca roku, podsumowałem „listę postanowień noworocznych”. I tak to mniej więcej szło:
W sumie, cała „noworoczna lista”, którą od lat mam stałą – sprowadza się do jednego słowa: przetrwać. Każdy dodatkowy pozytyw będzie miłą niespodzianką. Mało ambitne? Zgadza się. Ale działa.
Dwa lata później o noworocznych postanowieniach i planach było w sumie to samo, choć nieco bardziej optymistycznie.
Zero postanowień, zero obietnic, plan najprostszy z możliwych: przetrwać. Cała reszta to pomysły na rzeczy do dokładnego przemyślenia, zaplanowania i wykonania. Trochę tego jest, będzie co robić. A w zasadzie, już jest powoli robione. ale o tym sza, bo na tak wczesnym etapie lepiej nie poruszać tematu, żeby nie zapeszyć. Nie żebym był przesądny, skądże znowu…
Teraz jest teraz, i co w związku z tym?
Ano na przykład to, że wszystkie pierdolety w stylu „nowy rok, nowy ja” – zlewam ciepłym moczem. Nie będę nowy, bo robię się coraz starszy, zegar tyka, niedługo pokaże 50-te urodziny. Mogę najwyżej nowe durnoty odwalić – i jakie by one nie miały być, niech mi sprawią maksimum frajdy. W tym roku kilka się dopisało do listy, ale to jeszcze nie to. 10 lat temu, po przekroczeniu „magicznej granicy” 40, pojawił się motocykl i było fajnie, a nawet bardzo. Na 50-tkę chętnie bym następny dorwał. Cóż, jak się pielęgnuje to swoje wewnętrzne dziecko, to wypadałoby dostarczyć mu zabawek. A że duzi chłopcy lubią duże zabawki, to takie 400kg na dwóch kołach z silnikiem rzędu 2000cm3 byłby bardzo ale to bardzo mile widziane.
No, ale jeździć można, ale warunki pozwolą. A jak pogoda nie dopisze? Na pewno będę grał w gry. Na gry nie ma złej pogody, a wręcz im gorsza, tym lepiej. Różne gry, bo nigdy nie wiadomo, co w danej chwili „siądzie”. Na pewno sięgnę po jakieś AAA, bo po wymianie sprzętu mogę sobie pozwolić. Na pewno też przeszperam retro, bo po prostu lubię. Nieraz zresztą o grach pisałem, zapewne jeszcze niejedną produkcję obsmaruję, albo nawet pochwalę. Nieczęsto, ale się to zdarza – jednym z ostatnich odkryć było „Vampire Survivors”. O innych jakoś nie pisałem, ale ostatnio zmienia się podejście: ładniejsza połowa ma dość ględzenia o grach, więc chyba coś tu nawrzucam, żeby to jakoś uporządkować i zwolnić „moce przerobowe” na inne tematy. Albo, co bardziej prawdopodobne, na nowe gry. W sensie że nowe dla mnie, a nie nowe bo ostatnio wydane.
No i w ramach grania wyszło mi, że bez pada to sobie mogę nakukać. Na „pożyczonym do testu” pohulałem w święta, doszedłem do pewnych wniosków – a później przeryłem stare zapasy i odkryłem przepiękny antyk: DualShock, który katowałem wieki temu w komplecie z pierwszą PlayStation. Co prawda konsola coś nie chce się włączyć, ale pada udało się sprawdzić, działa. Adapter zamówiony i na dniach będzie fajny zestaw: nówka gamingowy laptop i prawie 30-letni pad. A co. Bo mogę.
Z innych zajęć, to na pewno poczytam. Bo czytam od zawsze i to się nie zmieni. Głównie fantastykę, i to też się nie zmieni. Tyle książek w zasięgu, tak różnych i tak ciekawych, że w życiu tego nie przerobię. Ale przynajmniej mogę próbować. I zamierzam.
Na pewno się pokażą jakieś ciekawe filmy. Na pewno wyszperam starsze produkcje, które albo odświeżę, albo nadrobię. I może nawet czymś się tu podzielę, kto wie. Kiedyś parę tekstów było, i śmiem twierdzić, ze nawet się to daje czytać. Czemu w takim razie nie podręczyć także wypocinami i na ten temat?
Na dodatek, od pewnego czasu między uszami lęgną się rzeczy dziwne i niepokojące, czyli miewam pomysły. Różne. Często nawet takie, które mógłbym zrealizować. I jak się uda poustawiać kilka rzeczy, wyrobić kilka zdrowych nawyków – to jest szansa, że coś tam wymęczę. Co dokładnie, to nie ma sensu pisać, bo dużo tego i ciekawy zestaw. Sam bywam zaskoczony, co czasem strzeli. Żeby nie zapeszyć, nawet o tym za często nie mówię. Wolę przemyśleć, poplanować i dopiero wtedy się zabrać na tak zwanej pełnej. Jeśli będę w stanie przełamać się i zacząć działać, a z tym bardzo różnie bywa. Oj. Bardzo. Różnie. Zawsze się milion rzeczy znajdzie do zrobienia „sprzed miesiąca, na przedwczoraj”. I jakoś z tym będzie trzeba dojść do względnego ładu.
Odliczanie czas zacząć
Ostatnie godziny roku, to i odpowiednia oprawa wskazana. Jakoś mnie za smarkacza przyzwyczajono, że na Sylwestra to „Final countdown” i nie ma przebacz. Jak nie, to nie – słucham sobie, ale cover. Bo lubię covery, szczególnie metalowe. Na przykład wersja Kfira Ochaiona robi robotę, i to bardzo robi. Fajnie się przy tym nawala w klawisze. Na przykład teraz. Inny klimat, ta sama piosenka – SamuraiGuitarist też bardzo daje radę. Dużo łagodniej, ale też z pazurem.
I to by było na tyle, przynajmniej na dziś. Do Siego Roku.